Spod wulkanu

Dziennik pisany w pyle…..

Dzisiejsze zapiski sporządzam w hostelu pod wulkanem Bromo w scenerii nieco nierzeczywistej. Strone zbocza gór wokół, drzewiaste paprocie jak z Parku Jurajskiego, wysokie drzewiaste datury kwitnące setkami pastelowych kielichów, daglezje , bananowce i pył. Wszechobecny, ciemnoszary pył wulkaniczny, który pokrywa wszystko wokół, także pościel w naszym lokum, unosi się w powietrzu i spowodował, że sylwetkę Bromo zobaczyliśmy w mglistej aureoli o zachodzie słońca.
Jutro będziemy wchodzić na ten wulkan o świcie czyli w ciemnościach. Trochę to się zapowiada jak wchodzenie na Górę Synaj, zobaczymy.
Zanim jednak to dotarliśmy był nocleg w Malang w hotelu reperezentującym dość popularny to bizantyjski przepych nijak niemający się do otoczenia i kompletnie ignorujący kwestie funkcjonalności np. Umywalka w łazience w stylu późny Ludwik rozmiarów wojskowego kotła zajmuje tyle miejsca,ż e z trudem otwierają się drzwi i nie ma miejsca na jakąkolwiek półeczkę czy wieszak. Takie indonezyjskie osobliwości.
Po drodze do wulkanu odwiedzilismy targ z żywnością co zawsze jest bardzo ciekawebw tach egzotycznych rejonach świata. Obfitość owoców, które nawet nie mają swoich nazw po polsku, a na pewno niezwykle rzadko można je u nas zobaczyć, przyprawy – baza do pikantnego sosu SAMBAL, dodawanego tu do wielu potraw, a będącego – podobnie jak curry w Indiach – spacjalnością domu czy gospodyni czyli receptura jest tajemna.
Wobec moich zachwytów nad mango – owocem doskonałym – trafiliśmy także na plantację mango, ale także JACKFUITÓW ( jackowców ? ), kombozoli, guawy w kilku odmianach, ale także drzew tekowych określanych tu mianem zielonego złota, bo to faktycznie świetny surowiec do wyrobu mebli. Tutejsi rzemieślnicy produkują je w tysiącach wersji, a ich wytrzymałość na warunki atmosferyczne powoduje, że używane są do zastosowań ekstremalnych.
Drzewo tekowe ma ogromne , piękne liście i stosunkowo szybko rośnie, a jednocześnie jego pięń to drewno najwyższej klasy.
Na koniec słów kilka o spotykanych Jawajczykach. Są bardzo pogodni i przyjaźni, chętni do bycia obiektem fotografowanym, otwarci na rozmowy, szybko uczą się polskich słów i zwrotów. Czasami jednak wydają się byc mało lotni co w sytuacjach codzinnych może drażnić, ale nawet wpadki potrafią złagodzić uśmiechem. Dają się lubić !
Przez naszego Ardiego jestem tu nazywana Ibu Ela co znaczy Pani Ela, ale w całości jako IBUELA podoba mi się jeszcze bardziej.
Zatem spod wulkanu czytelniczkę ( czytelnika) pozdrawia Ibuela.🙂

20121023-085713.jpg

20121022-163559.jpg

20121022-163647.jpg

20121022-163640.jpg

20121022-163631.jpg

20121022-163624.jpg

20121022-163653.jpg

3 thoughts on “Spod wulkanu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s