Tbilisi- Mtskheta-Borjomi-Bakuriani

Wczorajszy wieczór spędziliśmy w gruzińskiej łaźni w Tbilisi gdzie zarezerwowaliśmy sobie ” komnatę”, w której miały być wykonane rozmaite ablucje , a także w oparach siarki – prowadzone ” kulturnyje razgawory”. Problem w tym, ze jak się pojawiliśmy to głównodowodzaca łaźnią oznajmiła po rosyjsku, ze mają problem, bo w naszej komnacie są tri mużcziki padpite i nijak nie można ich wytaszczyć…..zapowiadało się nieźle😉
Po jakimś czasie komnata byla jednak gotowa i wkroczyliśmy do królestwa pary, balii, kadzi i łaziebnych. Naturalne źrodła w Tbili są bogate w siarkę i dość gorące. Z trudem wytrzymywaliśmy moczenie w tej wodzie, ale czego się nie robi dla poprawienia stanu średniowiecznego ciała !
Potem wymoczeni zostaliśmy wyszorowani specjalną szorstką myjką ( każdy z nas indywidualną, zakupioną za 10 lari a wykonaną z przemysłowej wykładziny dywanowej), umyci w mydle spienianym w płóciennym worze, zapach : biełyje rozy, jeszcze masaż, polewanie wiadrem ową niezwykle zdrową wodą i już ! Efekt – jedwabista , nawilžona skóra bez żadnych diorów, erisów czy innych tołp.

20120604-193152.jpg

20120604-193314.jpg

20120604-193446.jpg

I na deser – obrazek z dzisiejszego obiadu na obrzeżach Gori ( miejsce urodzenia Stalina). W sąsiedztwie naszego stolika biesiadowało 6 Gruzinów – wszyscy rozmiarów drwali syberyjskich, wyglądało na to, ze nie marnowali czasu do naszego pojawienia się. Typowa gruzińska SUPRA czyli przyjęcie przy ktorym wygłasza się niekończące się toasty i pije…… niemało. W chwilę potem jak zasiedliśmy i wybieraliśmy możliwe najbardziej gruzińskie dania na naszym stole oprócz zamówionych napitków pojawiła się butelka koniaku. Okazało się, że to podarunek od naszych sąsiadow. Zrewanżowaliśmy się butelką żolądkowej gorzkiej i …. poszły konie po betonie! TAMADA czyli główny biesiadnik wzniósł pierwszy toast za miłość, przyjaźń, radość z bycia razem itd. Itp, bardzo byli wdzieczni za ” podarok” w postaci flaszencji i tego, ze wbrew pozorom nie jesteśmy Amerykanmi – jak sądzili – tylko Polakami. Potem były jeszcze toasty za kobiety, Matkę Boską i mamy, a także inne – za szczęśliwość wszechobecną. My spozywaliśmy dalece oszczędniej niż nasi gruzińscy sąsiedzi, którzy – jak się potem okazało – do naszego pojawienia wypili już 5 l wódki, a nie był to koniec supry….
Za kołnierz się tu nie wylewa, oj nie ! Wino omowej produkcji przechowywane w wielkich glinianych kadziach zakopywanych do ziemi i cha cha czyli ichnia wódeczka o mocy powyżej 50% to lokalny hity.

20120604-203741.jpg

Nasz posiłek składał się m.in. Z pysznego chleba wypiekanego w gliniach piecach pn. SZOTISPURI oraz bakłażanów z pastą orzechową ( coś a la humus arabski ) o nazwie ( piszę jak słyszę) BADRIDZANI NIGWZID. Uff, język jest masakryczny i zapamiętanie 5 zwrotów grzecznościowych graniczy z cudem .

20120604-205431.jpg

20120604-210511.jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s