Jak dobrze wstać…… dwa razy w tym samym hotelu

Zatęskniłam nieco za odrobiną stabilizacji i 2 kolejne noce w tym samym, zresztą niezłym hotelu to pełny luksus.
Hoi An gdzie aktualnie jestem to bardzo ładne, niegdyś typowo portowe miasteczko. Obecnie , po zamuleniu rzeki, port jak taki stracił na znaczeniu, tym samym miasto zmieniło swój charakter. Jest urokliwie, malowniczo i egzotycznie – mieszanka Indochin, Japonii, Indii i Chin, bo tu mieszały się wpływy różnych nacji w różnych epokach.
Poszwendałam się po wąskich uliczkach pełnych stożkowych kapeluszy, zaliczylismy wspólnie kilka nowych zup wietnamskich, zrobilismy zakupy kawowo-ryżowe and last but not least poszliśmy na pyszne espressso z lampką henessy w kawiarence Wietnamki ożenionej z Włochem.
W mieście jest sporo turystów, choć to pora deszczowa i niski sezon. Dominują Francuzi ( ech te sentymenty kolonialne), jest bardzo wielu Australijczyków, Nowozelandczyków , trochę Brytyjczyków i nieco młodych Niemców. Wszyscy fotografują, wielu kupuje lokalne wyroby z laki, jedwabiu czy drewna, wszyscy też delektują się znakomitą kuchnią Indochin.
Dodatkowe zajęcie jakie staje się udziałem turystów to wizyty u lokalnych krawców. Jest tu mnóstwo pracownik krawieckich szyjących wszelkie ubrania od typowych wietnamskich czy chińskich przez elegenckie garnituy i koszule po ciepłe płaszcze czy jesionki. Wszystko wciągu 24 godz. z 1-2 przymiarkami. Sama uległam i dzieki temu jestem posiadaczką 2 sukienek i żakietu. W naszej ekipie jedynie Czarenty pozostał nieugięty😉, a Bruno nawet hafcik sobie zaordynował ku pamięci🙂.
Wieczorem tropiki pokazały swoją siłę i w czasie kiedy my poprawialiśmy świat przy szklaneczce płynu ogólnie odkarzającego trwała gigantyczna ulewa, szum palm, rwące potoki wody spływającej zewsząd, zapach mułu i poczucie , że porastam mchem.
Hoi An tydzien temu zostało zalane wodą z rzeki na wysokość ponad 1,5 m . Aż trudno uwierzyć, że te , w większosci drewniane, budowle wytrzymują te dawki wilgoci, a ludzie nadąrzają z przynajmniej zgrubnym sprzątaniem błota, mułu i innych osadów ze swoich domów, świątyń i ulic.

Kilka kadrów z tego urokliwego miasteczka

XVII- wieczny kryty most japoński

20111116-053522.jpg

Czarenty i Kazik Kwiatkowski – obrońca i restaurator zabytków Hoi An

20111116-084715.jpg

Hoi An – po zmroku zapalają się setki lampionów a wiele budowli ma bardzo piękną iluminację

20111116-084920.jpg

20111116-084958.jpg

2 thoughts on “Jak dobrze wstać…… dwa razy w tym samym hotelu

  1. Czytam , śledzę , oglądam zdjęcia … i właściwie już chyba nie muszę jechać do Wietnamu , PRAWIE już tam byłam…!!
    wiem , wiem , prawie robi wielka różnicę!
    Ogladając zdjęcia , dopakowuję manele do walizki – teraz zobaczyłam niezbedny parasol- i myk , zapakowałam, do bagażu. mam nadzieje, ze nam sie nie przyda.
    Bardzo czekałam na zdjecia Twoich nowych sukienek i żakietu ! Zabrakło…pochwaliłabys sie !
    Twój blog ma nowe fanki , czyta go codziennie moja Mama , która coraz bardziej jest przerazona moja podróżą, oraz moja przyjaciółka Małgosia H, która, mimo , ze nie znacie sie osobiście , zafascynowana Twoim blogiem i zdjęciami z poprzednich wypraw, pozdrawia Cie serdecznie
    ( zakłada Twój fanklub).
    Buziaki dla Was. Kasia

    1. Kasiu, pozdrawiam ciepło WSZYSTKIE fanki. Parasol sobie daruj, tu jest ich mnostwo, takze w hotelach dla gości. Jesli masz porządną pelerynę to lepiej ją zabierz. Jeśli nie, tu takze ją kupisz.
      Caluski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s