Od gór w chmurach do plaż środkowego Wietnamu

Czas było pożegnać góry, ale po drodze odwiedziliśmy bardzo malowniczy targ w Bac Ha , na którym w kazdą niedzielę zbierają się przedstawiciele plemion zamieszkujących okolice by kupić woła błotnego, sprzedać ptaszki, odświeżyć garderobę w szafie, zjeść tłustą rąbankę, a po dobiciu targu – napić się czegoś co eufemistycznie nazywają rice wine , a nie jest niczym innym tylko wiejską gorzałą.

20111115-015128.jpg

20111115-015200.jpg

20111115-015232.jpg

20111115-015424.jpg

Odwiedziliśmy także pałac królewski Czarnych Hmongów w Bac Ha , który wybudowany na początku XXw. wygląda lepiej na fotografii niż w rzeczywistości.

20111115-015744.jpg

20111115-015802.jpg

Przed dotarciem do Lao Cai czyli miasta granicznego z Chinami zahaczyliśmy jeszcze o jedną wieś plemienia Dzai gdzie akurat goszczono przedstawicieli tego plemienia z sąsiedniej Tajlandii – w chatach trwały przygotowania do ucztowania.

20111115-020117.jpg

20111115-020139.jpg
A to już graniczne Lao Cai, gdzie czyścibuty wypucowali nasze unurzane w błocie górskim buty

20111115-020253.jpg

20111115-020449.jpg

Potem już nocny pociąg do Hanoi, który tym razem był nieco mniej ekstremalnym przeżyciem, ale i tak dla zdrowotności i przetrwania wychyliliśmy kilka kieliszeczków płynu lokalnie odkażającego i było w porządku.
Świt i etażowa obudzili nas już na rogatkach Hanoi, gdzie po wyjściu z pociągu zaczęliśmy od odwiedzenia targu kwiatowego.

20111115-020843.jpg.

Potem odebraliśmy nasze uprane i uprasowane ubranka ( 1 kg = 1$) i pojechaliśmy na lotnisko skad samolotem Vietnam Airlines polecieliśmy do Danang – niegdysiejszej bazy amerykańskich Air Force. Hangary i magazyny agresora nadal stoją i służą Wietnamczykom.
Okolice Danang to terytorium Krolestwa Czamów – wielkiej społeczności, która przez wieki zajmowała znaczną część obecnego terytorium Wietnamu. Wytworzone przez nich rzeźby i architektuta nawiązują do hinduzimu, bowiem Czamowie byli wyznawcami właśnie tej religii. Poniżej jedna z cenniejszych płaskorzeźb – niebiańska tancerka Apsara.

20111115-032421.jpg
Samo Danang po zatłoczonym, głośnym Hanoi robi bardzo dobre wrażenie. Nadmorskie, przestrzenne miasto, z zadbaną roślinnością i dziesiątkami pałaców ślubów. Tak biznes ślubny hest bardzo mocno rozwinięty w Wietnamie. Ceremonie są przygotowywane dla kilkuset (!) osób, a dokumentacja fotograficzna z nich to opasłe tomiska albumów mocno wystylizowancyh fotografii.

Podjechaliśmy na południe od Danang do 5 sterczących z płaskiego terenu wapiennych Gór Marmurowych, gdzie mieszczą się rozliczne świątynie buddyjskie, piękne kamienne bramy oraz rozliczne groty, w których niegdyś ukrywali się partyzanci Vietcongu.
Widok ze szczytów tych gór na dolinę i wybrzeż, a takż setki zakładów kamieniarskich. Blisko 400 rodzin w tym ternie żyje z wytwarzania rzeźb rozmaitych kształtów i stylów z marmuru właśnie, przy czym – co zaznaczył przewodnik – jest to marmur z innych terenów , a nawet importowany z Chin. Całe szczęscie, inaczej Góry Marmurowe dawno zniknęłyby.

20111115-033409.jpg

20111115-033442.jpg

20111115-033606.jpg

A teraz zamieszkaliśmy w ładnym hotelu w Hoi An , zamówiłam u lokalnej krawcowej małe conieco i czekamy na wyjście na starówkę i na plażę ( słynne amerykańskie China Beach), bo na razie za oknem leje tropikalny deszcz. Pelerynki w cenie one dollar – zakupione.

20111115-033914.jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s