Życie w zatoce i na wyspie

Obudzić się na łodzi w Zatoce Ha Long !
Marzenia się spełniają. Nasza kameralna łódź zakotwiczona u brzegów jednej z 2000 wysepek spokojnie kołysała się na wodzie, a mimo to przemożna potrzeba ujrzenia wschodu słońca wygoniła nas z łóżek. Widoki były piękne i zapewne żadna z fotografii tego nie odda. Zniknęła mgła , na niebie było niewiele chmur, widać było aż po krance horyzontu

20111109-162116.jpg

Po dotarciu na wyspę Cat Ba ( jedna z BARDZO nielicznych prostych nazw , możliwych do zapamiętania😦 ) przejechaliśmy busikiem wśród sadów drzew liczi ( w sezonie : 5kg za 1 $ ! ) kawałek drogi by dotrzec do parku narodowego pn. Ogród Wiecznej Szczęśliwości. Sama nazwa powala i obiecuje wiele. My zaczęliśmy lekki trekking, ktory nas wszystkich upocił do cna, a sapanie słychać było chyba w Hanoi, ale zdaniem Quena – naszego Wietnamczyka, byliśmy świetni, bo wspinaczka przewidywana na ok. 50 min. została przez nas zakończona w 25 min. 100% powyżej normy !! Tu gdzie nadal są przodownicy pracy prezentowani na plakatach to wielki honor. Ale o ile wspinaczka nie była łatwa o tyle zejście po postrzępionych skałach wapiennych, oplecionych lianami, wsród gęstej roślinnosci, a miejscami po przerdzewiałych drabinach – to dopiero był wyczyn.
Piwo Tiger na koniec w pełni zasłużone.

20111109-163004.jpg

Po trekkingu dojechaliśmy do kurortu Cat Ba, ktory wzoruje sie na mieszance Odessa i Monte Carlo zs sporą domieszką azjatyckiego kolorytu. Gigantyczne hoteliska, obok bazary z miesem i owocami, piękne promenady ze strzyżonym tamaryszkiem, a obok przedzewiały pomnik ku czci albo ku pamięci itd. Itp.
Mieszkamy w wielkim hoteliszczu HOLIDAY VIEW ( dla ciekawych: http://www.holidayviewhotel-catba.com), a takich nie lubimy , ale standard 3 gwiazdek jest zachowany a widok z okna, jaki nam natura zafundowała …….. Sami popatrzcie :

20111109-163622.jpg

Zanim jednak był ów romantyczny zachód słonca Czarenty wymyślił zabawę z gatunku ekstremalnych w tym kraju czyli wypożyczenie skutera i objazd wyspy. Ubrani w dość paskudne kaski pojeździliśmy po miasteczku i okolicy zahaczają o port rybacki , gdzie trwał wyładunek połowów i ich wstępna obróbka. Zapach – wiadomo, ale ilosć mątw, krabów, krewetek i rybek nieznanych mi z nazwy – ogromna.

20111109-164211.jpg

20111109-164246.jpg
Zajrzeliśmy także na plażę gdzie ludzi niewiele, bo już po sezonie, woda czysta, piasek piękny, a lokalne elegantki – sami popatrzcie.

20111109-164517.jpg

20111109-164629.jpg

Wieczorkiem po magicznym zachodzie słońca czekała nas pyszna kolacja z owocami morza oczywiście , z wódeczką Hanoi dla zdowotności oczywiście i spontanicznym masażem jaki wykonał na naszej trójce przygodny Wietnamczyk. Masaże to tutaj wielka przyjemność, z której skrzętnie korzystam ( cena za ok. 40 min. masazu stóp i barków 100.000 dongów = ca 5 $).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s