Jedzenie

>
> Pola slonecznikowe, rzepak i sady bananowe, ale takze pola kukurydzy, tarasy ryzowe, rozlegle pola uprawy jęczmienia – te ostatnie tylko w Tybecie. Wszystkie te obszary rozmaitych upraw mozna bylo zobaczyc podczas mojej podrozy po Yunnanie. To co sie rzuca w oczy to fakt, iz kazdy kawalek z grubsza poziomego gruntu jest uprawiany, a często takze pokryty folią lub namiotami , by jeszcze odatkowo przypieszyc proces wegetacji i zwiększyc plony. To naprawdę jest zdumiewające jak intensywnie ekploatuje się tutaj grunt, ktorego – wg jednych statystyk – do uprawy jest ok. 30% obszaru, wg innych – nieco ponad 7%. Nie zm powodu tak duzej rozbieznosci wyliczen. >
>
> Chinczycy jedzą wszedzie i bezustannie o czym juz pisalam, jedzą takze osc mało elegancko, jesli odnieść to do standardów europejskich. Sprawne uzycie paleczek to oczywista oczywistosc, umiejętność wysysana z mlekiem chińskiej matki zapewne, ale jest jeszcze głośne siorbanie, mlaskanie i śmiecenie co powoduje, że obraz stołu po biesiadzie przypomina pobojowisko po przejsciu tsunami.
> Kultura jedzenia jest jednak rozna, często , choćby w hotelach , mogłam zaobserwować zachowania zdecydowanie bliższe naszym ( umówmy się -także różnych i nie zawsze doskonałym). Podobnie rzecz się ma z pluciem i czyszczeniem nosa na ulicy czy rzucaniem śmieci gdzie popadnie. Widoczne na ulicach billboardy, akcje telewizyjne szczegolnie intensywne przed olimpiadá, ale teraz także prowadzone, dają efekty.
> Sniadania chińskie – dla nas są kuriozalne, bo składają się głównie z jaj w róznych postaciach ( poziom cholesterolu mam juz jak Everest po tych 3 tygodnich) , makaronu ryżowego w roztworze z gotowania, gotowanych cząstek kolb kukurydzy, kluch typu pampuchy gotowanych na parze i jakowyś tajemniczych sosików i przypraw. To oczywiscie wersja FULL czyli bogata, raczej niespotykana w zwyklym chinskim domu. De facto czesto jedzą te sniadania na ulicy, czy w jadlodajni za rogiem. > Obiady – pelna rozmaitosc, ja wole kuchnię syczuanska, junanska jest nijaka. > Pierozki i pampuchy-nasze ulubione dania uliczne.
> Tempo przygotowania sokuje, w kilkanascie minut od zamowienia albo wizyty w kuchni, by pokazac palcem co się chce zjesc , na stół wjeżdża zestaw dan !
> Wizyty w kuchni czy na zapleczu mają jednak swoje złe strony……nasz SANEPID padłby z wrażenia na progu, a prasa rozpisywałaby się o groźbie wybuchu epidemii. Jest to jednak szok takze dla mnie , choc nie jestem raczej obrzydliwa i wrazliwa.
> Miseczki, kokilki, kubeczki i talerzyki najczescuej czekają na giscia w werski zestaw zafoliowany jak do transportu co nie znaczy, ze to nowe naczynia ! Oni je ( chyba) myją i na jakiejs tasmie tak paczkują. Co kraj to obyczaj. >
> Porozkoszowałam się tu trochę owocami, przede wszystkim moim ulubionym mango, ale takze ananasami, brzoskwiniami , liczi, rambutanami i pitayą czyli dragon fruit. > Tyle o jedzonku.
>
>
> ET from iPAD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s