Dzień szesnasty – nic specjalnego ale wieczór przede mną

Dziś poranek był raczej leniwy i jak na niedzielę przystało – śniadanie zjadlam nieco pózniej , by zaraz potem wyruszyć do kolejnego klasztoru. Po drodze wjechalismy do wsi tybetanskiej , która wyróżnia się bardzo okazalymi domami . Domy te są naprawdę piękne , 3-poziomowe – parter dla zwierząt, I piętro dla ludzi – jedna ok. 60-70 metrowa izba dla całej rodziny z paleniskiem pośrodku. Na iststnim poziomie jest skład siana i karmy dla zwierząt na zimę. Dom ma konstrukcję drewnianą , slupową ( gigantyczne bale o średnicy ca 60 cm) , wypełnienie z cegły z wysuszonej gliny, dach albo z lupkow drewnianych , albo z blachy i z lupkow, które co roku muszą być przekladane na drugą stronę bo się łódkują. Poziom mieszkalny ma niezwykle bogate ornamenty i malunki , okna są niewielkie obwiedzione charakterystycznym trapezowym
kształtem. Dom nie jest ogrzewanych, życie w zimie toczy się wokół paleniska , tam tez śpi cała , zwykle 3-pokoleniowa rodzina. Opieka nad starszymi jest oczyeistą tradycją w społeczności tybetanskiej. Poczesne miejsce w izbie zajmuje oczywiście telewizor. Są zdjęcia ale nie mam możliwości ich pokazania. Dla mnie ta wizyta była bardzo ciekawa, pozwoliła zajrzeć na absolutnie prywatne terytorium.
Sam klasztor Dabao to kuriozum, bo jego właściwie nie ma! Władze uznały ze 400-letni obiekt jest zbyt stary i zburzyly go, na jego miejscu budowany jest – a jakże – z funduszy rządowych zupełnie nowy. Miejsce klasztoru jest bardzo ważne dla lokalnej społeczności i pielgrzymują tam tłumnie niosąc w darze żywy inwentarz, by na miejscu go zostawić darujac mu życie. Na górze wiec kręci się drób, świnie, króliki i inne stworzonka.
W niedzielne popołudnie pojechaliśmy na stare miasto do Shangri- La , które nie różni się zbytnio od tych w Dali czy Lijiangu . Jest nieco mniejsze, bardziej nawiązuje do klimatów tybetansko – indyjsko – nepalskich. Są i tankhi i sporo srebra w wersji New Antic, paciorki, ozdoby wszelakie, sprzęt trekkingowy , szale, ciuchy etniczne i wszelkie inne badziewie. Ilośc towaru powala, a generalnie podróż do Chin spowodowała u mnie totalne zwatpienie w oryginalność czegokolwiek , a już bez wątpienia staroci.
Pyszny lunch tubetanski z mięsem jaka z warzywami, kurczakiem z peanutsami , warzywami rozmaitymi , ryżem i piwkiem zjadlam z wielka przyjemnością. Eksperyment z kawą zakończył się totalną porażką , było to wyjątkowe paskudztwo.
Wieczorem w planie mam teatr tybetanskiej i od jutra zaczynamy odwrót na zachód .
Z Shangri- la do Shanghaju, tam spankp i potem via Hongkong i Franfurt do Wro. Tęsknię już !

ET

Wysłane z iPhone

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s