Dzien jedenasty – gory, chmury i plemię Naxi

> Wredny iPAD albo chinski internet pozarł mi pierwszy odcinek dziejszego bloga. Zepsula mie sie takze lokówka, a Bogusia wlasnie obudzona uswiadomila mi, ze dzis trzynasty🙂
> Uznaję pożarty fragment za ważny, zatem odtwarzam z pamięci zapiski sprzed 2 godzin i jednego piwka😉 >
> Dzisiejszy dzien w LIJANG rozpoczęlysmy w 3-osobowym babskim gronie, bo reszta ekipy wymiękła po trudach poprzednich dnia. Norman- nasz lokalny wódz zdziwiony skladem nie przejął sie jednak zbytnio i wyruszylismy rankiem w Gory Sniezne, bo na wlasne oczy zobaczyc masyw Nefrytowego Smoka. Wszystkie atrakcje mieszczą się w Parku Narodowym Gor Snieznych okreslanym jako przyrodnicza atrakcja Chin na 5 x A czyli największa. Calosc na wysokosci ponad 3300 m npm, a okalające park szczyty to prawdziwe 6-tysieczniki. Powiew Himalajow jest tu juz wyraźnie odczuwalny .
> Sam park moza i jest największą atrakcją ale nam udalo się jedynie przebyc trasę w mrocznym, wilgotnym i pierowotnym lesie gdzie Chinczycy umieszczają na drzewach dzwonki modlitewne ze swoimi intencjami.
> Gory jako takie skryly sie w chmurach,a my mogłysmy je obejrzec na ekranach komputerow cieci , ktorzy wklejali sylwetki Chinczykow w jednakowych pelerynkach w obraz majestatycznej, osniezonej gory. Ot takie Krupówki i czy Szklarska w jednym, z tym, ze lekutko wyzej. Jeszcze jedna widoczna roznica to wszechobecne jedzenie. Na kazdym kroku dymią woki, gary, patelnie i garkuchnie gdzie smaży się, piecze, gotuje wszystko co do jedzenia się nadaje, a w Chinach je się doprawdy wszystko. Chinczyk ani przez chwilę nie ma szans być głodnym. Syndrom wielkiego glodu z lat 60-tych ubieglego wieku tkwi w pamieci….
> W drodze powrotnej zatrzymalismy się nad jeziorkiem w kolorze turkusowym nad ktorym umierają drzewa i w ktorym nie ma ryb. Jeziorko powstalo w wyniku spietrzenia wód na rzece plynącej po podlożu o duzej zawartosci miedzi, jej związki dały to niezwykłe zabarwienie, ale zabrały zycie flory i fauny.
> Potem zajechaliśmy do wioski plemienia Naxi ( czyt. Nasi’) gdzie obejrzelismy dom , w ktorym przez 27 lat zamieszkiwal Austriak – Dr Rock- badacz National Geographic, botanik i podroznik. On odkrył wielemplemion zamieszkujących region LIJANG, opisal i sfotografował je, a jego opracowania publikował NG. Wyjechał z Chin tuz przezd rewolucją kulturalną i wiedzialł co czyni.
> Przed lunchem trafilismy do wioski Baisha gdzie znajdują sie w pawilony z unikalnymi freskami z XVI w. Ich unikalność bierze się stąd, że uchowały się dzięki sprytowi mieszkancow wsi. Zakleili je oni portretami Mao , a przez to czerwonoarmisci nie ośmielając się zdjąć portretow wodza nie tknęli freskow.
> Niezwykłość fresków to także ich tematyka – wspólegzystencja wielu religii na tym obszarze. Naxi swiadomi swojej małej liczebnosci i sprytni uznali, ze jedynie akcept dla innych i brak konfliktu powoli im przetrwać . I tak zyją obok siebie wyznawcy Konfucjusza, taoiści, buddyści chińscy i kilka innych, pomniejszych wierzeń. Godne upowszechnienia.
> Norman opowiedział nam ponadto o szcześliwym dla Lijangu trzęsieniu ziemi. W 1996 r. ziemia zadrżała tu z siłą ponad 7 stopni w skali Richtera, zginęło ponad 300 osob. Dla tych , ktorzy przeżyli zaczął się jednak okres prosperity, bo radyklanie wzrosła w Chinach popularność tego regiony w Yunnanie. Do dziś mówią o Happy Earthquake.

ET from iPAD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s