Dzień ósmy czyli wkraczamy z interioru w obszar turystyczny-Dali

>

> Żegnany JINGHONG , jeszcze fotka- idiotka przed hotelem King Land i szybki przelot do Dali. Lecimy znów liniami LUCKY AIR i znów jest to lot szczęśliwy. Odbiera nas z lotniska rozgadana pilotów Nancy z ludu Bai , odziana w swoje regionalne wdzianko i niezwykle barwny czepiec. Gada bezustannie, sama sobie odpowiada na zadawane pytania i sama sie śmieje ze swoich dowcipów. Pełna samodzielność .
> Wkraczamy w zupelnie inny obszar klimatycznych, tropiku za nami, ustawami na wyskosci ok. 2000 m npm, jest rzadko, schludńie i czysto. To Autonomiczny Okręg Etniczny Dali. Domy inne, ludzie innie, wpywy tybetanskie widoczne, a to ze to Chiny uświadamia nam przejazd kolumny wojska, które zablokowali ulice , a wiec stoimy w korku. Nancy mówi, ze to nieslychane.
> Po szybkim lunchu, gdzie próby zmanipulowania nas na cenie przez Nancy zostały zniweczone jedziemy do hotelu, świetnego, położonego w sercu starego miasta, z klimatem. Nazywa sie Landscape Hotel. Szybkie odswiezenie i ruszamy do Świątyni Chongseng i zespołu 3 Pagód. Pagody majestatyczne i piekne, a zespół swiatynny – gigantyczny, większy niż pekińskie Zakazane Miasto. Cały kompleks robi wrażenie ,a tłumy Chinczykow i nie tylko – go dopełniają . Położone na wzgórzu, twarzą do jeeziora budynki świątyń, odremontowanych i barwnych cudnie prezentują się na tle gór . Z trudem zdąrzamy na czas spotkania z Nancy.
> Potem czas wolny czyli Polka galopka po starym mieście. Uświadamia mi ten spacer, ze klimaty tu w Dali są mocno indyjskie i tybetanskie zarazem, a ponadto, ze to to backpackerskie miejsce gdzie wielu bialasow przyjeżdża ,a niektórzy zostali to na stałe.
> Wypijam szklanice świeżo wycisnietego soku z mojego ulubionego mango, ruszamy z Bogusia w trasę by potropic detale i nastrój. W trakcie wloczenia sie po uliczkach Starego Miasta trafiam do kościoła katolickiegow. Chińskim wydaniu, do którego wpuszcza mnie Tybetanka, mowiaca po angielsku, bo szkolona na Filipinach. Globalna wioska. Kościół przedziwny, bo ewidentnie chińska architektura z motywami smokow zwienczona jest krzyżem. Patrz foto.
> Kolacja właściwie na ulicy w knajpce gdzie chinszczyna miesza się z pizzą i frytkami, zapachy trociczek i używek unoszą się w powietrzu, a sklepiki nęcą różnymi skarbami i cudenkami w stylu azjatyckim.
> Potem z kobitkami robimy zakupy i kilka skarbów niewątpliwie spowoduje wzrost wagi naszych waliz ,ale trudno sie oprzeć.
> To w Dali czuję sie dokladnie tak jak przed laty w indyjskiej Dharamsali , a i klimaty knajpek z muzyką Marleya i trawką na szyldzie – jakby skads znajome. > Na koniec dnia masaż stop i ramion w wersji chińskiej, jutro będę latać. > A dziś kończę myśląc ciepło o Jasiulku – Jubilacie🙂
>

>
>
>
>

>
>
>
>

>
>
>
>

>
>
>
>
> ET from iPAD

2 thoughts on “Dzień ósmy czyli wkraczamy z interioru w obszar turystyczny-Dali

  1. Eluniu Kochana! Czytam i czytam, zdjęcia cudne oglądam i nie mogę sie nazachwycać nad Twoja płodnoscia i pracowitoscia !
    Wszystko pikne, takie ciekawe i egzotyczne , tylko tych biednych zjadanych psów nie mogę odzałować…😦
    Ciesze sie bardzo , ze wrócisz pełna wrazeń !
    Buziaki ! KASIA FUGLEWICZ( z Polski ,Polska to taki kraj w Europie)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s