Dzień dziesiąty -impresje rozmaite , bo staroci mam lekko dość

Mango…….mmmmm pychota ! Mój ukochany owoc, którym tu zajadam tu z lubością w wersji blisko wanny, bo inaczej obfitosc soku moze zaciapac pól swiata . Bogusia na szczęście lekutko mi towarzyszy, inaczej niechybnie pękłabym z przejedzenia owocowego. Mango tu jest REWELACYJNE i jest go mnóstwo. Dziś jednak wjechalismy do krainy jabłek i brzoskwin czyli Trzebnica🙂
Zanim o dzisiejszym miejscu docelowym czyli LIJANGu kilka słów o obyczajach ludności , o których opowiadała nam Nancy zanim nas pożegnała. Wszystkie opowieści dotyczyły tak naprawdę relacji damsko- męskich i sytuacja kobiet w plemionach zamieszkujących Yunnan. Krótko mówiąc ta sytuacja jest marna, bo kobiety są tu wolami roboczymi bez mała . Zasada : kobieta pracuje na zewnątrz, mężczyzna – w domu sprowadza sie do tego, ze kobiety wykonują prace na polu, na targu, na drogach ( o czym juz było ) , a mężczyzna pracuje w domu czyli w łóżku , niekoniecznie z wlasna żoną.
Babcia naszej Nancy bedaca konkubina wlasciciela ziemskiego zapytana przez wnuczkę dlaczego tak wiele musi pracować odpowiedziała, ze taka jest rola kobiety, a nagabywana w kwestii małej aktywności dziadka odrzekla: – Dziadek cieżko pracuje w nocy , ma żonę, mnie i jeszcze 3 inne konkubiny.

Inna historyjka :
Francuski dziennikarz przygotowywyal materiał o plemionach zamieszkujących Yunnan. Sporo chodził po wsiach i polach i obserwował m.in zycie plemienia Naxi. Zauważył, ze wszelkie prace polowe związane z uprawą kukurydzy i jej zbiorem wykonują kobiety, mężczyźni z rzadka im asystują przyglądając sie swoim zonom. Jedna z czynności w czasie zbiorów jest transport kukurydzy z wysoko położonych pól do wsi, to takze robią kobiety !! To jednak nie wszystko. Francuz zauważył idącą w dół kobietę, która niosła potężny zaladowany kosz, z którego leciał dym. Zaniepokojony próbował ja dogonić, ale ta ze strachu tylko przyspieszala. Jak w końcu mu sie to udało i zagadnął ja o dym z kosza , ta spokojnie pokazała, ze w koszu jest jej mąż , ktory pali papierosa. Zmęczony dogladaniem zony był przez nią znoszony do wsi. Zgoza.
A propos papierosów – palą tu straszliwie i nagminnie, a przemysł tytoniowy to jedna z głównych branż i kluczowe źródło dochodu po herbacie.

Po drodze do LIJANGu odwiedzilismy dziś 2 świątynie ( niektórzy, bo cześć z nas uznała, ze ilośc świątyń przekroczyla juz masę krytyczną) w nastała SHIBAOSHAN. Potem zawitalismy do bardzo urokliwego miasteczka SHAXI gdzie nie tylko wiele dobrze. Zachwoanych domostw, ale i teatr i powozownia dla przewodników stada w zaprzegach konnych. Widać, ze miejsce to jest odwiedzane przez bialasow, bo sporo knajpeczek i kafejek , a nie tylko TEA HOUSE’w.
O herbacie w tym regionie można dużo, ale powiem, ze dla mnie nie jest ona zachwycajaca, by nie rzec – jest rozczarowaniem ( trochę jak onegdaj Nuvara Elja na Sri Lance ). Ceremonie parzenia i utensylia do nich są bardzo ładne,ale sama herbata jest moim zdaniem mało aromatyczna i słaba. Na ogół jest to herbata zielona lub pu’er w wersji zielonej lub czerwonej. Pije się ją jednak przy kazdej okazji, w maleńkiech kubeczkach , a wszyscy podrözujacy noszą ze sobą plastikowe pojemniki , w których zawsze jest napar. Trochę jak w A meryce Pd. yerba mate.
Dziś w LIJANGU można było juz odczuć powiew Himalajow , w otoczeniu miasta majaczą wielkie szczyty, jest rzeskie powietrze i temperatura ok. 23-25 stopni. Jutro jedziemy do stop Śnieżnej Góry Nefrytowego Smoka. Obrazki z dzis za chwilkę.

ET from iPAD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s