Shanghaj i już po….

Szanghaj to dla mnie wrota Chin kontynentalnych, bo Hongkkong to ciagle inna planeta i zapewne jeszcze trochę tak pozostanie.
>>> Shanghaj ze śladami kontaktów ogolnoswiatowych jest niebywałą mieszanką przepychu, dostojenstwa i stloczonego, azjatyckiego biznesu na 2 m2.
>>> Zamieszkalismy w Hotelu Baron Business w samym sercu Bundu – pięknego nabrzeza nad rzeka Huangpu gdzie roi się od budowli z czasów ekspansji europejskiej, amerykańskiej i japońskiej . Dostojne , wielkie i eleganckie gmachy to obecnie głownie banki, hotele i siedzby instytypucji ubezpieczeniowych i finansowych.
>>> Z takiego starego, nobliwego Bundu jest widok przez rzekę Huangpo na chlubę i dumę nowoczesnych Chin- Pudong gdzie drapacze pną sie do góry walcząc o pierwszeństwo wsród tych najwyższych na świecie. Wszystko lsni, polyskuje nawet w szanghajskim smogu gdzie z trudem przedziera się słońce. Chińczycy zdają się radykalnie bardziej zainteresowani wszelkimi przejawami nowoczesności niż przeszłością własną, brak im szacunku dla śladów historii .
>>> Tę wizytówkę nowoczesnych Chin fotografują wszyscy, my także . My także byliśmy obiektem fotografowanym , bo zdjęcie z bialasem to jest spora atrakcja,a z trzema bialaskami – mega hit.
>>> Po południu już w pełnym składzie pojechaliśmy taksowkami do ogrodów Yu gdzie ogrodów jako takich nie ujrzelismy, ale mnóstwo budowli w chinskim stylu otaczających je gdzie obecnie mieszczą się hotele, restauracje i inne niezbędniki dla turystów. W sąsiedztwie ogrodów Yu świetny, malowniczy targ dóbr wszelakich czyli kwintesencja biznesu w wydaniu azjatyckiem. Na kilku metrach kwadratowych żyje i pracuje wielopokoleniowa chińska rodzina, pracuje przez całą dobę , bo te warsztaty i sklepiki pracują niemal bez przerwy. Jak matka pracuje i sieka warzywa do dań, babcia opiekuje się dziećmi , ojciec czyści warsztat, a wuj jedzie po zaopatrzenie, starsze dzieci śpią, a potem zmiana warty. I tak w kółko . Raz jeszcze utwierdzam się w przekonaniu, ze Azjaci to najbardziej pracowici ludzie na świecie.wprawdzie przeczytałam, ze jeden Chińczyk potrafi zrobić wszystko, a w grupie- wszystko potrafią spieprzyc, ale jakoś nie >>> dostrzegłem tego braku umiejętności współdziałania.
>>> Na bazarze zjedlismy podróżni Dim Sum, a potem – ostrygi i malze św Jakuba z grilla , wszystko pyszniutkie, no może z wyjątkiem piwa, które barwą przypominało mocz bardzo zdrowego człowieka….bezprocentowy na dodatek.
>>> Kolacja ufundowane przez biuro chińskie w zacnie wygladajacej knajpce obfitowala w atrakcje w postaci bójki Chinczykow biesiadujacych obok na spotkaniu integracyjnym. Po krótkiej chwili i szybkim spozywaniu Chiczyk mały granatowy wziął się za łby z Chinczykiem białym i dużym, polecialo szkło , stoły , uciekły biesiadniczki płci żeńskiej i było fajowsko. Głowy to oni maja chyba niezbyt mocarne.
>>> My za to wieczorkiem testowalismy nasze popijając bourbona ( większość) i zoladkową gorzką z wrocławskiej Baltony, która przeczolagalam przez cztery lotniska – to ja. Daliśmy radę, ale potem wszyscy wykończeni padlismy po tej trwającej blisko 36 godzin dobie . >>> ET from iPAD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s